czwartek, 10 października 2013

ANYTHING CAN HAPPEN THURSDAY # 2 BRYANT PARK "LE CARROUSEL"

Dzisiejszego poranka zerkając na bardzo napięty grafik, zupełnie nie planowałam nowego wpisu.
Jednak okazuje się że w czwartki wszystko się może zdarzyć!
Po drodze na umówioną wizytę, mając kilkanaście minut w rezerwie wstąpiłam z synkiem do uroczego Bryant Park na Manhattanie.
To jedno z tych miejsc, w których zawsze się coś dzieje.
 
Ogromnie się ucieszyłam faktem, iż nie musiałam odmówić mu przyjemności jazdy na tej przepięknej karuzeli.
Chwila relaksu przy dźwiękach francuskiej muzyki kabaretowej do jakich karuzela się obraca i to w środku zabieganego dnia? Bezcenne!
 
 

wtorek, 8 października 2013

CULINARY TUESDAY #5 QUINOA DISH - DANIE Z KOMOSY RYŻOWEJ

Otrzymałam kiedyś od znajomej zwariowany, ale łatwy przepis na wegańskie danie z komosy ryżowej. Zwariowany ponieważ nie zawierał dokładnych proporcji. Zaintrygowało mnie to i postanowiłam spróbować. Poniżej zaprezentuję Wam przepis z moimi zaleceniami i wskazówkami do eksperymentów.
 
 

niedziela, 6 października 2013

THE PULASKI DAY PARADE 2013 - POLSKI DZIEŃ W NOWYM JORKU

Tegoroczna Parada Pułaskiego odbyła się 6 października pod hasłem:
 

"Marsz, marsz Polonia, marsz dzielny narodzie".

 

Święto Polonii w Nowym Jorku jest już tradycyjnie organizowane w pierwszą niedzielę października, począwszy od 1937, na cześć wybitnego Polaka generała Kazimierza Pułaskiego. Bohatera dwóch narodów, który zginął za wolność Stanów Zjednoczonych.

Polacy i Amerykanie polskiego pochodzenia wspólnie manifestują swoją obecność.

W  ciągu kilkugodzinnego marszu Piątą Aleją na Manhattanie zorganizowani jak indywidualni uczestnicy pragną

zaprezentować bogactwo naszej narodowej historii, kultury i tradycji. Zabierają ze sobą biało-czerwone flagi, balony, kwiaty, koszulki i czapki w biało-czerwonych barwach. Wiele osób zakłada ludowe stroje regionalne.
To wyjątkowy dzień z radosną atmosferą.
Także poza Manhattanem można spotkać wielu rodaków, chętnie noszących nasze barwy narodowe. Niezwykle przyjemne są uśmiechy i pozdrowienia od nieznanych, ale sympatyzujących z nami osób.
Po paradzie można zaplanować udział w imprezach polonijnych na przykład przy polskich parafiach czy szkołach.
 
Wraz z mężem i synem od kilku lat staramy się systematycznie przyłączać się do tej wyjątkowej uroczystości.
W tym roku prognoza pogody była niepomyślna, ale uzbrojeni w parasole postanowiliśmy nie przerywać naszej tradycji.
 
Obiecałam sobie że przygotuję krótką fotorelację - maksymalnie 10 zdjęć.... Nie udało mi się! Zasypuję Was i tak ułamkiem tego co można było zobaczyć na paradzie. 
 
Miłego oglądania:)
 
Manhattan był oczywiście zdominowany bielą i czerwienią!

 

sobota, 5 października 2013

KOLOROWE JARMARKI CZYLI ITALIAN - AMERICAN FESTIVAL PART II


Czytając mój pierwszy wpis o ulicznych festynach mogliście odnieść wrażenie że nie wypowiadam się o nich pochlebnie... Wynika to z faktu iż nie przepadam za tłumnymi i głośnymi zgromadzeniami ludności. Nie kuszą mnie także potrawy przygotowywane jak dla mnie w skandalicznych warunkach sanitarnych. Widoków zaplecza straganów Wam oszczędzę! 
Nie zauważyłam jednak informacji o nagłym spaku populacji w wyniku na przykład salmonelli zatem nie jest z tym aż tak źle.

Podoba mi się natomiast fakt, iż dochody z tego typu imprez zasilają lokalne budżety, dzięki temu organizowny jest szereg miastowych programów dla dzieci czy seniorów.
Na spacer wśród straganów wybieram się zawsze w celu zrobienia przeglądu oferty z dziedziny rękodzieła. W tym roku jednak nic mnie nie skusiło. Miło jest także spotkać spacerujących  znajomych i zatrzymać się na pogawędke. 
Będzie bez cukrowej waty, nie znajdziecie z piernika chaty, ale jest konik ... na karuzeli! 
Zapraszam do zobaczenia efektów moich  fotograficznych łowów z festynu.


piątek, 4 października 2013

ITALIAN - AMERICAN STREET FESTIVAL BY NIGHT

 
Końcem sierpnia oraz we wrześniu na terenach wszystkich dzielnic Nowego Jorku organizowane są festyny uliczne. Mniejsze lub większe, często tłoczne, głośne i utrudniające i tak już uciążliwą komunikację miejską....
 
W przypadku małych uliczek są to popołudniowo-sobotnie imprezy polegające na wystawieniu stolików, krzeseł, jadła oraz napitków wszelakich w celach towarzysko - rekreacyjnych wśród sąsiadów.
 
Większe festyny trwają nawet kilka dni. Tak jest w przypadku włosko - amerykańskiego festynu w miateczku Ridgewood.
Przygotowania rozpoczyna dekorowanie ulicy na długości kilku przecznic oraz przyjazd obwoźnego wesołego miasteczka. 
Lokalne, restauracje, puby czy sklepiki wystawiają na chodniki swoje kramy. Strzelnice ustawione są na przemian ze stoiskami serwującymi specjały z różnych stron świata. W programie są również występy muzyczne na żywo.
Można także napotkać handlarzy rękodziełem. Niestety, z roku na rok jest ich coraz mniej. 
W czasie trwania festiwalu odbywają się  uroczystości organizowane przez wiernych (często pochodzenia włoskiego) miejscowej parafii (Our Lady of the Miraculous Medal Church).
Festival nosi nazwę włosko - amerykańskiego. Jednak ze względu na róznorodne pochodzenie mieszkańców, jest prawdziwie urozmaiconym wydarzeniem.
Uczesnicy jednoczą się w zabawie przy dzwiękach muzyki i różnorodnej kuchni.
I my tam byli, nic nie jedli i nie pili, ale na kilku karuzelach się pokręcili;)
 
Poniżej pozwoliłam sobie zamieścić tylko kilka "nocnych" zdjeć.
Na drugą część (w świetle dziennym) fotorelacji z festynu zaproszę Was niebawem!   
 
 

czwartek, 3 października 2013

ANYTHING CAN HAPPEN THURSDAY # 1 COSMETIC TIME TRAVEL

W pierwszy czwartek października chciałabym zapoczątkować kolejny cykl postów. Pomysł na jego nazwę zaczerpnęłam z serialu "Big bang theory", który jako pierwszy od baaaardzo długiego czasu posadził mnie przed telewizorem na kilka odcinków.  Zważywszy iż już jest on emitowany kilku sezonów, to..... mam refleks;) A tak na serio, to po prostu internet z powodzeniem mi telewizję zastępuje.
"Anything can happen Thursday" będzie mnie mobilizował do systematycznego (choc może niekoniecznie cotygodniowego)
przygotowywania postów - niespodzianek.
Dziś zabieram Was w sentymentalną i kosmetyczną zarazem, podróż w czasie.
Czy pamiętacie jakich kosmetyków używały nasze mamy i babcie?
Jestem przekonana iż miały ich o wiele mniej niż kobietki zazwyczaj teraz miewają. Zapewne dlatego też zapadły mocno w pamięci.
Jako mała dziewczynka uwielbiałam przyglądać się pielęgnacyjnych rytuałom mojej mamy, a jej kosmetyki wzbudzały ciekawość.
Mogłam bez końca przyglądać się "magicznej" zielonej pomadce, która zmieniała kolor na ustach. Podobnie urzekało mnie pudełeczko z tuszem do rzęs, który należało zwilżyć przed nałożeniem oraz jednokolorowy, zielony cień do powiek.
Szczególnie jednak zapamiętałam szafirowe, szklane flakoniki z kosmetykami "Pani Walewska".
 To własnie przypadkowe spotkanie z kremem tej firmy, podczas wizyty w aptece z polskimi produktami, przywołało wspomnienia.
 Byłam zdumiona, ale i wzruszona, bo nie myślałam iż jest on nadal w sprzedaży.  Wiedziona sentymentem postanowiłam sprawdzić co jeszcze jest teraz dostępne. Znalazłam nawet kiedyś stronę internetowa z kosmetykami z lat 80/90, ale bylam przekonana że nie są to nowe produkty. Jakież było moje zdziwienie jak zostałam wyprowadzona z błedu...
Okazało się iż szminki pamiętnej Celii  są w regularnej sprzedaży. Nawet te zmieniające kolor!

Podążanie za nowościami oraz ograniczony dostęp do polskich kosmetyków sprawił że nie śledziłam na bieżąco rynku.
Po wspomnianych odkryciach narodził się pomysł, aby te kosmetyki kupić.
Dzięki uprzejmości siostry mogę cieszyć moje oczy kilkoma drobiazgami, prawie identycznymi jak te z dzieciństwa.

wtorek, 1 października 2013

CULINARY TUESDAY # 4 LENTILS MONASTERY STYLE

W tym wpisie przyznam się ze skruchą, iż do niedawna soczewica była mi zupełnie obca. 
Od około dwóch lat sięgam po nią jednak coraz częściej. 
Chciałabym się z Wami podzielić przepisem na przepyszne i sycące danie, którego bazą jest właśnie soczewica.


 Soczewica w stylu Monastery

Składniki: